mercoledì 7 giugno 2017

Upalne różności.

Triest. W upalne dni i samochody chcą się ochłodzić.
Wygląda to jak „na zamówienie”, że w tym okresie wysiada mi kręgosłup a raczej jego mięśnie, które dają o sobie znać silnym bólem jeżeli zrobię ruch, który najwyraźniej im nie odpowiada.  Minęły dwa tygodnie a ja nadal walczę... pójście do lekarza wiąże się z masą   tabletek, które w efekcie i tak nie pomagają. Rozpoczęłam gimnastykę, łagodną, bo innej mi nie wolno, ale kosztuje mnie to jak diabli;  mam nadzieję, że w końcu puści.  Zresztą znawcy twierdzą, że jeżeli po trzech tygodniach nie przejdzie, to może przeciągnąć się nawet do trzech miesięcy. Nieźle, będę chodziła do tego czasu, niczym dobrze napięty sznur  z  nadzieją, że dzień wyleczenia jest coraz bliższy.
Kręgosłup, kręgosłupem a świat pędzi swoim rytmem. Ostatnio żyliśmy bardzo uchodźcami i nie tymi co to się wysadzają w powietrze w imię Allaha, ale tymi co uciekają do lepszego świata. Pierwszy raz dotarli do Triestu, morzem,  ukryci na statku w kontenerze, który był załadowany w Turcji. Może nie zrobiłoby to na nikim wielkiego wrażenia, bo docierają do Włoch tysiącami, ale zaskoczył wszystkich wiek najstarszego uciekiniera.  Dziadziuś, 95 lat uciekał albo z Syrii, albo z Iraku. Sporo dni, warunki podróży nie do pozazdroszczenia, dopłynął tutaj w dobrym stanie zdrowia. Wielu zadało sobie pytanie dlaczego w tym wieku ktoś ucieka, pozostawiając za sobą praktycznie całe swoje życie. Może chce ostatnie miesiące swego życia spędzić spokojnie albo doświadczyć jeszcze czegoś nowego.  Niestety, znalazło się i tutaj kilku moherów co to stwierdzili, że trzeba było ich zostawić zamkniętych w tym kontenerze i do tego na słońcu, by się sami wykończyli. Mało brakowało by doszło do bójki za podobne stwierdzenie pomiędzy młodzieżą a tymi ramolami z zamrożonym mózgiem (tak ich określiła tutejsza młodzież).
Myślę, że już zapomniano o tym wydarzeniu, bo słońce grzeje coraz bardziej, woda w Adriatyku ponad 24 stopnie i na pewno na tym nie koniec. Jeszcze nie ma pełni sezonu, ale plaże już przepełnione; hotele zawalone turystami głównie z Austrii i Niemiec i kolejne problemy  związane z młodzieżą z tych krajów.
Prognozy przewidują kolejne miesiące przepełnione gorącem napływającym z Afryki... chyba dwa lata temu też tak było. Biedni staruszkowie, chociaż w tym okresie otoczeni szczególną opieką to jednak mają problem to przetrwać; podobnie zwierzęta. Nie przepadamy za klimatyzacją, ale zdecydowaliśmy się... nie chcę już wylewać wszystkich potów nic nie robiąc i patrzeć na moje kocisko jak się męczy... nie wspominając o sercu, które pracuje ze wzmożoną siłą.
I może nie będzie tego lata przypadków, że i samochody będą chciały sobie popływać: w takim upale lepiej nie parkować przy brzegu morza, bo czasem coś jednak się stopi i kąpiel dla samochodu kończy się na złomowisku a właściciel ma dodatkowy wydatek i wcale niemały!

lunedì 8 maggio 2017

Tea Tree oil

Gdy siła wyższa człowieka nie zmusza, nie zastanawia się nad nieznanym słownictwem i przechodzi obok. Gdzieś, kiedyś dotarło do mych uszu określenie Tea Tree oil, ale nie było potrzeby by pomyśleć co to jest? Olej jak każdy, nowy wymysł hadlowców... no, ale może zacznę od początku.
Od pewnego czasu moja córka, po umyciu włosów żaliła się na wysuszoną, zaczerwienioną skórę przy nasadzie włosów, potem przychodziło swędzenie w okolicach uszu i niepochamowana chęć drapania... wynik był taki, że pojawiało się tysiące czerwonych punkcików i estetycznie wyglądało to nieciekawie.
Moja rada, że musi pójść do dobrego dermatologa, ale wszystko się odwlekało a problem pozostawał. Zdecydowałam się poświęcić i poszperać w internecie. Ustaliłam ze stron polskich, że w Jej przypadku może to być łojotokowe zapalenie skóry i dermatolodzy polecają krem dr Ireny Eris – Octopirox. No tak, Polska daleko a działać trzeba. W końcu trafiłam na blog gościa, który walczył z tym problemem od dłuższego czasu, objawy takie same jak u mojego dzieciaka... konsultował kilkunastu dermatologów, wydał sporo kasy i leczono go praktycznie tylko kremami zawierającymi kortizon. Efekt: pomagało na krótko a po kilku dniach łuszczenie i swędzenie powracało ze wzmożoną siłą. Zaczął eksperymentować, aż trafił na Tea Tree oil; wymieszał kilka kropelek tego cuda z kremem do twarzy, dodał do szamponu i... zaraz po piewszej aplikacji zauważył coś pozytywnego.
Pod wpisem tego gościa wywiązała się wielka dyskusja; większość komentujących, mających ten sam problem poszło w jego ślady i efekt był zawsze zadowalający. Już bardzo uświadomiona wyruszyłam i ja na poszukiwania Tea Tree oil. Owszem, po drodze odwiedziłam drogerie gdzie się sprzedaje wszelkiego rodzaju kosmetyki i to wszystko tak bardzo pachnące, że przyprawia niemal o wymioty. W końcu dotarłam do celu mej wyprawy: sklep zielarski. Pani słysząc o problemie mego dzieciaka nie dość, że doradziła mi jak stosować ten olejek, zaopatrzyła mnie w różne próbki, ot tak, może pomogą.
Pierwsze mycie włosów za nami; szampon firmy Eucerin – jedyny jaki może używać, wymieszany z trzema kropelkami Tea Tree oil – pomogło! Nareszcie nie pojawiło się to nieestetyczne łuszczenie, żadnego swędzenia i zaczerwienienia skóry.  Mam nadzieję, że po kolejnych myciach głowy efekt będzie podobny.
Kiedyś nabawiłam się egzemy na stopie, jest od wewnątrz, ale gdy przychodzi wiosna, swędzenie jest nieznośne.  Wszelkie analizy tego „zjawiska” nic nie dały, żaden krem nie pomógł. Dermatolodzy są bezradni. Posmarowałam to miejsce czystym Tea Tree oil i co? Swędzenie zniknęło, egzema nieco przygasła i jeżeli wyleczę ten niby „drobiazg”, wszystkim będę polecała „kosmetyk”, który w kraju nazywany jest: olejkiem z drzewa herbacianego.

mercoledì 26 aprile 2017

Taniec cieni.

  Chodzi za mną ta foteczka już od kilku dni; 
wpis żaden, bo ona sama mówi tak wiele... 
chyba zaczynam wchodzić w wiek kiedy to
 nostalgia za tym co minęło zaczyna 
coraz bardziej dokuczać!